Bój pod Radwankami

Wśród licznych epizodów wojennych rozgrywających się na północnym froncie powstania wielkopolskiego, do najbardziej zaciętych należały starcia, do których doszło pod Radwankami. Bój w okolicach tej wsi trwał przez kilka tygodni lutego 1919 r. Polegli Powstańcy zostali pochowani m.in. na cmentarzu w Potulicach.

BITWA POD RADWANKAMI (6 II 1919 r.)

            27 grudnia 1918 roku rozpoczęło się w Poznaniu powstanie wielkopolskie. W pierwszych dniach Polacy zdołali opanować znaczną część regionu. 30 XII biało-czerwona flaga powiewała także na budynku wągrowieckiego starostwa. W stolicy powiatu i w pobliskich miejscowościach spontanicznie formowano oddziały powstańcze. Mieszkańców tego obszaru czekała jednak jeszcze długa droga do osiągnięcia celu. W kolejnych miesiącach walki z oddziałami niemieckimi toczyły się w okolicach nieodległych od Wągrowca. Szczególnie zacięte boje prowadzono o opanowanie Chodzieży. Zagrożone były także Margonin i Budzyń. Jeśli spojrzymy na mapę, to pośrodku, między trzema wymienionymi miejscowościami, położona jest wieś Radwanki. Strategiczne znaczenie Radwanek było więc znaczne i żadna ze stron konfliktu tego faktu nie przeceniała.

Przed bitwą

Na przełomie stycznia i lutego 1919 roku siły niemieckie przeprowadziły ofensywę w kierunku obszarów opanowanych przez Polaków. To gwałtowne uderzenie rozbiło się wprawdzie na zorganizowanych punktach oporu, jednak walki, ze zmiennym szczęściem, trwały w kolejnych tygodniach. Już 3 lutego niemiecki patrol ppor. Ostewalda szybkim wypadem dotarł przez Margonin do Radwanek. Po nadejściu posiłków powstańczych Niemcy pośpiesznie się wycofali. Sytuacja uległa zmianie w kolejnych dniach: oddziały niemieckie zdołały zająć Margonin i Chodzież oraz opanować Radwanki. W trudnej sytuacji znalazł się w tym momencie posterunek powstańczy zlokalizowany kilka kilometrów na zachód od od tej wsi (Trzy Domy), który zdecydowano wycofać. Relację o warunkach panujących na tym odcinku frontu podał później we wspomnieniach członek obsady tego przyczółka Józef Klimowicz:

W dzień ukrywaliśmy się w lesie, gdzie zbudowaliśmy prowizoryczny schron w ziemi, pokryty drzewem i chrustem, w nocy natomiast wszyscy pozostawaliśmy na czatach w gołym polu. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie ostry mróz i śnieżyce, i brak odpowiednich ubiorów, jak i ciepłej bielizny. Po pięciu dniach spędzonych w tych warunkach, nie byliśmy zdolni do pozostania na posterunkach. Wycofanie do Podstolic zapobiegło przeziębieniu.

[Józef Klimowicz, 1. kompania wągrowiecka w powstaniu, (w:) Wspomnienia Powstańców Wielkopolskich, Poznań 1970.]

Na podjęcie decyzji wpłynęły zatem – obok sytuacji militarnej – kiepskie warunki w zaopatrzeniu.

Bitwa

5 II doszło do starć patroli w okolicach Margonina i Budzynia. W kolejnym dniu siły powstańcze podjęły zdecydowany atak na utracone pozycje w Radwankach i Podstolicach. Zajęcie tego rejonu dawało w perspektywie możliwości dalszych działań w kierunku Chodzieży i Margonina oraz utrzymanie kontroli nad Budzyniem. Operacja zakończyła się sukcesem. W komunikacie polskiego Naczelnego Dowództwa podano, że Niemców wyparto z Radwanek, Podstolic i Podanina, zdobywając 2 kulomioty. Niestety nie obeszło się bez ofiar. W krwawym starciu 6 II śmiertelne rany otrzymali powstańcy z oddziału żelicko-potulickiego: Teodor Wasilewski i Józef Turtoń. Prawdopodobnie w tym samym dniu poległ Wacław Lorenc z Potuł. Wszyscy zostali pochowani na cmentarzu w Potulicach.

Po bitwie

Utrzymanie zdobytych pozycji w Radwankach i Podstolicach nie było łatwym zadaniem. W kolejnych tygodniach dochodziło w tej okolicy do kolejnych potyczek. W rejon prowadzonych walk Niemcy skierowali m.in. pancerny wóz bojowy marki Erhardt E-V/4. 7 II „pancernik”, zmierzając w kierunku Budzynia, został zaatakowany przez oddział powstańców i zdobyty.  

Pancerny wóz bojowy marki Erhardt E-V/4 zdobyty pod Budzyniem7 II 1919 r. (ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Wągrowcu).

16 II został zawarty rozejm w Trewirze, przewidujący wstrzymanie walk na wszystkich frontach powstania. Linię demarkacyjną przeprowadzono na południe od Chodzieży, więc okolice Radwanek znalazły się w strefie spornego terytorium. Pomimo formalnego zawieszenia broni, wciąż dochodziło tutaj do kolejnych incydentów zbrojnych. Jeszcze 20 II strona niemiecka informowała o zaciętych walkach wywołanych „polską ofensywą”. Wbrew temu stwierdzeniu, w polskim komunikacie wskazano, że walki zostały sprowokowane przez Niemców a więc obie strony wzajemnie obarczały przeciwnika winą za złamanie warunków rozejmu. W kolejnym dniu oddziały niemieckie zostały pokonane, przy czym w ręce powstańców trafił zdobyczny sprzęt: 4 kulomioty, karabiny i amunicja.

Konie, wozy i broń

W czasie gdy trwały walki w okolicach Radwanek, powstańcy z ochotniczych oddziałów sformowanych w powiecie wągrowieckim nie mogły liczyć na wydatną pomoc w zaopatrzeniu ze strony władz w Poznaniu. Był to problem, który należało rozwiązać na miejscu, w oparciu o zaangażowanie lokalnej społeczności. Pierwszorzędną rolę odegrało w tym zakresie okoliczne polskie ziemiaństwo, które poświęciło na ten cel znaczną część swojego prywatnego majątku ruchomego. Wspominał o tym powstaniec z oddziału żelicko-potulickiego Bernard Rhode:

Wioska Żelice na wezwanie właściciela majątku p. Wojciecha Nieżychowskiego, który dał wszystkie majątkowe do dyspozycji jak również broń, zebrała się w sile 64 mężczyzn zdolnych do władania bronią, przeważnie żołnierzy powracających z frontu, pod kierownictwem leśniczego majątku Ludwika Kołodzieja…

[Wspomnienia powstańca Wlkp. Rohdego Bernarda z Żelic… (w:) Cyfrowa Dziecięca Encyklopedia Wielkopolan, http://www.encyklopediawielkopolan.pl]

Warto w tym miejscu przywołać innego członka tej samej rodziny – starego dziedzica Karola Nieżychowskiego, który – jak wspomniano w jego biogramie – mając już 65 lat, podczas Powstania, przewoził końmi z Poznania broń i amunicję przedzierając się przez plecówki „Grentzschutzu”.

W trakcie gdy toczyły się dalsze walki w okolicach Radwanek i Trzech Domów, sytuacja z zaopatrzeniem zaczęła się poprawiać. Wynikało to z przeorganizowania oddziałów powstańczych w regularne wojsko – Armię Wielkopolską pod dowództwem gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego. Usprawnienia organizacyjne dały możliwość bardziej regularnych dostaw na linię frontu, doposażenie szpitala powstańczego w Wągrowcu i w rezultacie utrzymanie osiągniętych pozycji bojowych.

Przysięga wągrowieckich batalionów powstańczych na Rynku w Wągrowcu (ze zbiorów Muzeum Regionalnego w Wągrowcu).

[Autor: M. Moeglich]